Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytelnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2013

Mollie Makes

Byłam na zakupach, przeglądam dział z prasą i co widzę? Mollie Makes. A w zasadzie jego polską wersję !!! Mollie Potrafi. Zawsze chciałam przeczytać tą gazetkę odkąd zobaczyłam ją w ofercie angielskich pism craftowych. No ale ile gazet można prenumerować. Trzeba byłoby mieć własny bank :). 


Ucieszyłam się, że w końcu jest w polskiej wersji coś angielskiego. Ciekawa czy doczekamy się TWOX czy Cross Stitchera kiedyś w wersji polskiej, bo Rosjanki mają swoje wersje. I ciekawa jestem, czy mają tą samą zawartość co angielskie, czy też są zupełnie inne. Czy któraś z Was miała okazję czytać, przeglądać czy posiadać Mollie Makes ?

Jedyne co mi się nie podoba w tej gazecie - to, że okładka jest z innego takiego szarego papieru, a reszta z błyszczącego. Nie wiem tylko, czy oryginał też tak ma, czy tylko nasza wersja. Tym niemniej - jest. Dostępny teraz w Polsce. Za całe 12 zł, a nie jak Empik sobie winszuje za 35-40 zł za angielskie gazetki.

A tu jeszcze kilka rzeczy, które zwróciły moją uwagę:







piątek, 10 lutego 2012

Douczam się / Still learning

Przyznaję się bez bicia dzisiaj nic robótkowo nie zrobiłam, więc nie mam co pokazać. Zostałam opętana przez jedną piosenkę (nota bene wciąż jej słucham) przez cały wieczór ćwiczyłam, tańczyłam i szalałam w rytm tej muzyki.
I admit that I haven't made any tiny cross stitch today so there is nothing to show. I was possessed by one song (by the way it's still on) and for a whole evening I was dancing, working out and going crazy within the rhythm of this song.

Dzisiaj dotarła do mnie pewna przesyłka. Stałam się szczęśliwą posiadaczką nowych książek w temacie szycia. Skorzystałam z okazji i w Wetbildzie zakupiłam książki po okazyjnej cenie. Jak wpiszecie kod google - to cena obniża się o 50%. Nie wiem czy nadal, ale warto spróbować.
Today I got a small package. I become a happy owner of new books on sewing and stitching. I used the promotion at Wetbild and bought books with a rebate. If you put the code google it should deduct 50% from your final prices. At least it did few days ago. I am not sure if it still works but it's worth trying :).

A oto moje najnowsze nabytki:
And here are my new books:

1. Ściegi Krawieckie / The Sewing Stitch Bible







2. Wielka księga szycia / Ultimate Sewing Bible






Obie są boskie i coraz bardziej mam ochotę wszystko rzucić i siąść do szycia. Tylko, że nie mogę, bo muszę inne rzeczy pokończyć. Ratunkuuu - ja zwariuję :))
Both are outrages and the only thing what I want to do right now is to throw everything away and start sewing. But I can't. I have to finish other things first. Help - I am going crazy :))

Pozdrawiam wszystkich komentujących i podglądających :) I pozostawiam Was z tą piosenką, która nadal nie chce przestać się grać w moim domu :)
Big kisses for all commenting and popping in persons :). I leave you now with THIS song that I can't stop listening.



czwartek, 3 lutego 2011

Paczkowo i zakupowo

Dzisiaj dotarła do mnie paczka od Asi z blogu ESPRIT. Ehhhhh co to za przepiękny prezent. Normalnie cudo miód malina. Jakiś czas temu Asia przeczytała na moim blogu, że nie mam co czytać i ta kochana dziewczyna zaproponowała mi, że wyśle mi swoje książki, których już nie potrzebuje. Zrobiła mi zdjęcie książek, jakie ma. Ja oczywiście łapczywie poprosiłam o większość, ale w zamian wysłałam jej również zdjęcia moich książek, które mogę wysłać w zamian. Asia skromnie wybrała tylko 3. 

No i docieramy do sedna sprawy. Dzisiaj w końcu odebrałam z poczty paczkę. Olbrzymią paczkę - muszę dodać. Otwieram, a tam oprócz 8 książek!!! różne przydasie. Asia wysłała mi szpatułki na mulinki (a tego jak wiadomo nigdy nie za dużo), piękny, połyskujący różowy materiał (na pewno się przyda), do tego przepiękne, delikatne kolczyki i 4 koraliki do zrobienia naszyjnika, który będzie pasował do kolczyków przez nią zrobionych. Aaaa - dostałyśmy również świąteczne kalki na pisanki, ale moje dziecko już je zarekwirowało i nie sądzę, żeby doczekały świąt wielkanocnych, bo ona chce już teraz je zdobić :)



Asiu bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję. Naprawdę nie wiesz jak bardzo mnie ucieszyłaś tą przesyłką. Moja, w porównaniu z Twoją, wyda Ci się mega skromna. Jeszcze raz Ci dziękuję z całego serca. Mam teraz co czytać na kolejne dni.

I Sabinka patrz mam swój stosik - ot co! :)))) 


Przy okazji znalazłam zdjęcia prezentu dla Michasi, który otrzymałyśmy już dawno, dawno temu a ja gapa gdzieś przesiałam zdjęcia i nie pokazałam Wam co takiego dostałyśmy. Od Magdy, która robiła dla mnie prezent w wymiance jarzębinowej (niestety nie ma bloga) dostałam przepięknej urody szal w kolorze ciepłej jarzębiny. Przecudny. Oczywiście jako modelka robiła moja córeczka. Magdzie tak przypadła do gustu mała modelka, że postanowiła sama z siebie zrobić dla niej mini wersję szalika. Zdjęcia zrobiłam jak otrzymałyśmy paczuszkę, ale tak je skopiowałam, że nie wiedziałam gdzie je wrzuciłam. I w końcu się znalazły. Także modelka w całej krasie z własnym szalikiem. A może nie w całej krasie, bo postanowiła się wygłupiać i robić różne miny - od groźnych do dziwacznych. Pokażę Wam tylko kilka :).






A na koniec jeszcze pochwalę się małymi zakupami, które dzisiaj poczyniłam. Jak wiecie miałam okazję być w mieście i to bez auta, więc mogłam bez przeszkód pobuszować po pasmanteriach i sklepach z materiałami w centrum. Choć tak naprawdę niewiele z nich już pozostało. 

I tak zakupiłam białą kawnę 20-tkę oraz płótno i płótno :). Jedno ciemne, drugie jasne. Oba mają już przeznaczenie, ale na razie o tym pisać nie będę. Do tego zakupiłam.... kolejne płótno :) Tym razem w kolorze delikatnego kremu oraz taśmy. Szerszą i węższą, bo nie wiem jeszcze ile kratek zajmie mi mały aniołek. A materiał posłuży mi na uszycie woreczków na ubranka dla pewnej małej, maleńkiej panienki. Niedługo będą zdjęcia, bo aż mnie świerzbią ręce, żeby już usiąść i szyć. Kupiłam także sznureczek do tych woreczków i te tzw. ściągacze, czy jak je tam pies zwał - do zaciągnięcia sznurka, żeby się nie rozwiązywał. 


Poza tym parę kawalków filcu, koronki, pomponiki i kwiatuszki.


No to tyle. Więcej zakupów przez najbliższy miesiąc nie będzie. To i tak było wyjątkowo, bo w mieście bywam bardzo rzadko. A jak już jestem to i tak nie odwiedzam pasmanterii ani sklepów z tkaninami.

Ah, byłabym zapomniała - dostałam kolejne wyróżnienia, za które bardzo dziękuję. I zgodnie z własną tradycją - dalej ich nie przekażę :), a dlaczego - to już wyjaśniłam w poprzednim poście Ale naprawdę cieszę się, że doceniacie moje wypociny. To naprawdę cieszy. A podziękowania należą się Hanulek z blogu Krzyżykami malowanie oraz Kasi z blogu Krzyżykiem haftowane. Bardzo Wam dziewczyny dziękuję.


A jeszcze żeby dopełnić pozostałe wymagania - powiem Wam co mnie czyni szczęśliwą.

Przede wszystkim to moja córeczka. Bez niej nie byłoby tak kolorowo, osiągnięte cele, które sobie postanowię. Poza tym możliwość oddawania się przyjemnością (czytaj haftowanie, szycie, wieczorne kąpiele w wannie z książką) i spotkania z przyjaciółmi. Wiadomo, że tych rzeczy jest o wiele więcej, ale te są te najważniejsze.

środa, 2 lutego 2011

Nierobótkowo

Na początek przyznaję się bez bicia - RR-y nadal nie wysłane, ale pracuję nad nimi. Wykańczam 3-cie Bootsy i jeszcze jedna kanwa z tej serii a potem siadam do pozostałych. Ale żebym się nie rozleniwiła - dzisiaj dostałam kolejne RR-y. Na szczęście tylko jedna kanwa :) Z Gardensów. Zdjęć nie będzie, bo mam lenia i nie chciało mi się dzisiaj pstrykać. A z RR-ami przyleciały jeszcze smakowitości, za które bardzo dziękuję :)

Dostałam kolejne 2 wyróżnienia - za które pięknie dziękuję. Ale o wyróżnieniach w kolejnym poście, bo tak naprawdę chciałam podzielić się z Wami opinią o książce, którą wczoraj w końcu przeczytałam.

Długo się naczekała, bo leżała i leżała. Przeczytałam kilka stron i nie mogłam przebrnąć dalej. Ale, że póki co nie mam nic nowego do czytania, a w wannie lubię sobie poleżeć, więc zmusiłam się do przeczytania tej oto książki - "Matylda" Agnieszki Kacprzyk.


Opis z okładki:

Matylda ma dwadzieścia kilka lat, zgrabne nogi, przerośnięte ego, szczura o imieniu Duchamp i zwariowaną rodzinkę. Podniecają ją mężczyźni władzy i artystowskie klimaty. We własnym mniemaniu jest jednak nowoczesną, wyzwoloną feministką. Marzy o tym, by zostać artystką adorowaną przez tłumy. Najlepiej mężczyzn oczywiście. Niestety życie funduje jej zupełnie inny scenariusz: tajemniczy e-mail od nieznajomego, wygrana wycieczka na Teneryfę i perypetie przyjaciółki „od serca” wywracają jej życie do góry nogami. 

To tyle jeśli chodzi o opis. A tylko dodam, że Agnieszka Kacprzyk ukończyła studia filologiczne w Poznaniu, więc tym bardziej miło mi z tego powodu.

I jak napisałam na początku - po kilku stronach miałam mały stupor na tą książkę. Ale wczoraj jak już w końcu się zaczytałam, to z kolei nie mogłam przestać czytać, aż jej nie skończyłam.... o 1 w nocy. A o 6.30 muszę wstać :). A jeszcze o tej 1 w nocy moje dziecko postanowiło się obudzić i towarzyszyć mi już do rana w moim łóżku.

Sama książka dość zabawna, może łzy ciurkiem mi ze śmiechu nie leciały, ale były momenty, że się śmiałam na głos. Dość szybkie zwroty akcji, miejscami irytująca bohaterka.... może to z mojej winy, bo już nie mam tych dwudziestu kilku lat :) Ale bardzo mi się podobała. I chociaż koniec częściowo szło zgadnąć to i tak musiałam przeczytać ją od razu do końca.

Jedna rzecz bardzo mi się spodobała i zamierzam jutro to wypróbować, bo po raz pierwszy od dłuższego czasu pojadę środkiem komunikacji miejskiej - czytaj bimba (dla niewtajemniczonych - tramwaj po poznańsku).

"...Codziennym zwyczajem zlustrowałam pasażerów, szukając jakiegoś wdzięcznego obiektu do treningu. Chodzi o to, aby uwieść faceta trzema strzałami. Pierwsze spojrzenie spod rzęs, drugie - podchwytujące - przytrzymujące kontakt o sekundę dłużej niż wypada i trzecie, zaczepne, uwieńczone płochliwym spuszczeniem wzroku. Podróże do pracy i z powrotem to doskonała okazja, aby ćwiczyć uwodzicielskie umiejętności. Taka szkoła flirtu w miejskiej komunikacji. Wybierasz faceta i po kolei stosujesz na  nim wszystkie pozawerbalne sztuczki. Gościu zwykle najpierw jest zaskoczony, rozgląda się dookoła, czy to na pewno w jego kierunku strzelasz oczami, a kiedy upewni się, że chodzi właśnie o niego, przysuwa się dyskretnie w twoim kierunku, mniej więcej co przystanek, nie przestając się na ciebie gapić. Wtedy ty spuszczasz wzrok, robisz się odrobinę onieśmielona, patrzysz w okno, bawisz się kosmykiem włosów, co rozgrzewa go jeszcze bardziej i kiedy jest wystarczająco zaintrygowany, aby rzucić się na ciebie z błaganiem o numer telefonu, podrywasz się szybko i wybiegasz, bo oto twój przystanek. W ten sposób zostawiasz frajera z rozdziawioną gębą, zamglonym spojrzeniem i poczuciem, że może właśnie przeleciała mu przed nosem miłość życia..."

Rozbawiła mnie ta metoda uwodzenia i mam zamiar jutro osobiście ją wypróbować, o ile w ogóle się odważę :) No ale na tym właśnie polega różnica między dwudziesto- a trzydziesto-latkami. :))))


EDIT 03.02.2011:

No i co? No i tzw przysłowiowa d... :) Po pierwsze w tramwaju nie było nikogo ciekawego. Jak juz był - to nie z mojej półki wiekowej, bo przecież za małolatami nie będę się oglądała :). Także doświadczenie nieudane. A kiedy znowu pojadę MPK nie wiadomo :))))

A tak przy okazji - sprawdzałyście/liście kiedyś jak to jest kiedy człowiek się uśmiechnie do kogoś obcego? Ludzie są strasznie spłoszeni. Zresztą samemu jakoś tak ciężko się jest uśmiechnąć do kogoś, bo masz wrażenie, że od razu cie za dziwaka biorą. No i te miny, posępne, zamyślone, każdy udaje, że innych nie widzi. A poza tym chyba się wstydzimy okazywać uczucia inne niż obojętności - jeśli chodzi o przechodniów, czy współpasażerów podróży, ale takiej krótkiej podróży. Bo jak się jedzie dłużej np. w pociągu - to ludzie w końcu jakoś nawiązują kontakt.

Ot to takie moje przemyślenia. A jak Wy sądzicie?

piątek, 21 stycznia 2011

Wracamy do RR-ów

Jak wcześniej wspominałam - "wykończyłam" 2 RR'y Boots. A raczej to one wykończyły mnie :). Zupełnie mi nie podchodzą te buciory. Dawno nie miałam takiego stuporu na haftowanie. Najgorsze jest to, że mam jeszcze 2 kolejne kanwy z buciorami, bo dostałam od razu w komplecie. Mam nadzieję, że uda mi się je obrobić w ten weekend. Dlatego tak szybko pokazuję, co udało mi się zrobić.

Pierwsza kanwa to kanwa Milenki:



A druga to kanwa Jewy:



Ale powiem szczerze, że nie chce mi się. Mam ochotę na przerywnik - taki własny, swój. A muszę jeszcze metryczkę haftnąć i przygotować się do indywidualnej wymianki. Także jest co robić. Poza tym, poza tymi okropnymi buciorami czeka jeszcze jedna kanwa z kłetami i jedna z gardensami. Więc jest co robić, a do końca stycznia zostało tylko 9 dni (Boże, ale ten czas leci). No nic zobaczymy czy się uda to wypchnąć. Muszę sprawdzić, kto jest po mnie w kolejce do buciorów. Na pewno się ucieszy z takiej paczki :)

A tymczasem uciekam do wanny. Dziecię padło, więc mama może się popluskać. Hmm tylko kurka wodna, żadnej książki nie mam aktualnie do poczytania, bo wszystko co miałam z nowości w domu - już przeczytałam. Nawet ostatnio Sabince pisałam, że chyba założę bloga z książkami, to może mi też będą przysyłać książki do przeczytania i zrecenzowania :)

A ostatnio łyknęłam całą książkę od razu. Niby 200 stron, ale strasznie szybko się czytało. Polecam. 

Jacquelyn Mitchard "Prezent na święta"




"Czternasta rocznica ślubu Elliotta i Laury Bannerów miała być dniem wyjątkowym, choć nikt nie przypuszczał, że aż tak zmieni życie całej rodziny. Tego wieczoru, dwa dni przed Bożym Narodzeniem, Elliott zabrał swą ukochaną żonę na przedstawienie cyrkowe i romantyczną kolację. Gdy szczęśliwi wracali do domu, Laurę chwycił silny ból głowy i musieli pojechać do szpitala. Tam dowiedzieli się, że nie jest to zwykła migrena, a najbliższe godziny spędzone razem mogą być ostatnim prezentem świątecznym, jaki mogą sobie podarować.
Ta głęboko poruszająca opowieść ukazuje, jak ważną rolę w życiu odgrywa miłość i zaufanie, oraz uświadamia nam, że to, co mamy, jest największym darem od losu."


Książkę dostałam, a raczej wygrałam w candy u Natalii. Jest bardzo poruszająca. Także spłakałam się nad nią i dała mi też do myślenia jakby to było gdyby. Generalnie historia może się zdarzyć każdemu z nas, chociaż nikomu tego nie życzę. 

*********
Dziękuję za gratulacje :). Póki co informuję, że nikt nie zgadł co to może być :).

Bujaczek - to jest głowa żyrafy, owszem :) Ale nic więcej nie powiem.